Warszawskie z wiatami przystankowymi problemy. Part 2 „Podpupniki”.

Echem kontrowersji, które przetoczyły się w ostatnich miesiącach przez media dotyczących licznych wad nowych wiat przystankowych dla stolicy stawianych w formule PPP są podpupniki. Dla niewtajemniczonych są to skośne ławki, stosowane już w wiatach przystankowych w wielu miastach Europy, a także w kilku lokalizacjach w Polsce np. w Szczecinie. Zapytacie pewnie, a czemu nie tradycyjne?

Otóż służyć maja temu, aby pasażer oparł się o nie. Ich celem jest również wyeliminowanie bezdomnych, którzy w przypadku tradycyjnych ławek nie rzadko zagospodarowywali je czyniąc z nich noclegownie pod chmurką. Jak wiadomo komfort oczekiwania pod taką wiatą w towarzystwie tego typu jegomościa nie należy do przyjemności. Taki był też pomysł projektantów nowych warszawskich wiat, jednak nie przypadł mieszkańcom do gustu, a nawet wywołał falę protestów, co oczywiście dziwić nie powinno.

Choć sam pomysł nie jest zły i jeśli dotyczyłby np. jednej lub dwóch lokalizacji, gdzie faktycznie nie ma innego rozwiązania to ok, ale jeśli jest wprowadzany na masową skalę to już inna bajka. Społeczeństwo się starzeje wiec ławeczka jest o wiele bardziej wskazana. I tak pod naciskiem ludzi ZTM z owych podpupników rezygnuje. I tu dochodzimy do sedna, którym są konsultacje. Czy zamiast narażać się na taką krytykę nie lepiej było wcześniej bardziej dokładnie skonsultować wygląd nowych wiat przystankowych z mieszkańcami stolicy?

Teraz jak to się mówi „woda po kisielu”. Pupa okazała się i w przypadku wiat wygrać. Czy to będzie ostatnie ustępstwo zobaczymy. Oby inne miasta, które maja chęć na stawianie wiat w tego typu formule nauczyło się na tych błędach. Nowoczesność i estetyka wiat przystankowych jest bardzo ważna, bo to jedna z funkcji mebli miejskich, jednak funkcjonalność jest tak samo ważna. Kiedyś wiaty miał głownie chronić, teraz idziemy w druga stronę. Wszystko, więc wskazuje na to, że niebawem wreszcie w Polsce osiągniemy w tej kwestii „wiatowy złoty środek”.